Miller
Pokój pogrążony był w półmroku i Miller nie zauważył skurczonej kobiecej postaci w łóżku, zanim jego oczy nie przyzwyczaiły się do przyćmionego światła, które tego zimowego popołudnia wpadało przez odrobinę tylko rozsunięte zasłony. Kobieta leżała oparta wysoko, z poduszkami pod plecami i głową, ale była tak blada, a jej koszula tak jasna, że prawie zlewała się z pościelą. Miała zamknięte oczy. Miller nie liczył za bardzo na to, że powie mu coś, co mogłoby go naprowadzić na ślad fałszerza.
- Fraulein Wendel - szepnął.
Powieki zadrżały i uniosły się. Spoglądała na niego bez wyrazu i Miller wątpił, czy go w ogóle widzi. Zamknęła ponownie oczy i zaczęła coś niezrozumiale szeptać. Nachylił się, żeby wysłuchać monotonnych słów wypływających nieskładnie z sinych warg.
Nie zawierały żadnej istotnej treści. Majaczyła coś o Rosenheim - wiedział, że to malutka wioska w Bawarii, być może miejsce, w którym się urodziła. I jeszcze coś takiego:
- …cała na biało, taka ładna, taka ładna… Potem nastąpił kolejny potok niezrozumiałych słów. Miller nachylił się nad nią jeszcze niżej.
- Fraulein Wendel, czy pani mnie słyszy? Umierająca kobieta nadal coś mamrotała:
- …każda ma modlitewnik i bukiecik, ubrane na biało, takie niewinne… - usłyszał.
Zmarszczył czoło, aż wreszcie zrozumiał. W malignie powracały do niej sceny z pierwszej komunii. Tak jak i on, była kiedyś katoliczką.
- Czy pani mnie słyszy, Fraulein Wendel? - powtórzył bez większej nadziei. Ponownie otworzyła oczy i spojrzała na niego, rejestrując biały pasek wokół jego szyi, czerń na jego piersiach oraz czarną kurtkę. Ku jego zdziwieniu ponownie zamknęła oczy i jej chudą piersią wstrząsnęło łkanie. Miller się zaniepokoił. Może powinien wezwać lekarza? Po chwili spod jej przymkniętych powiek po pergaminowych policzkach spłynęły dwie łzy, po jednej z każdego oka.
Spoczywająca na kołdrze dłoń powoli posunęła się w kierunku jego nadgarstka - nachylając się nad chorą oparł się na łóżku. Z zadziwiającą siłą, czy może desperacją, zaborczo go ścisnęła. Miller był już prawie zdecydowany uwolnić się z uścisku i odejść w przekonaniu, że niczego więcej się nie dowie na temat Klausa Winzera, kiedy odezwała się bardzo wyraźnie.
- Ojcze, zgrzeszyłam.
Przez kilka chwil nie rozumiał, o co chodzi. Ale kiedy spojrzał na siebie, pojął, że w przyćmionym świetle kobieta się pomyliła. Przez dwie minuty rozważał, czy nie zostawić jej i nie wrócić do Hamburga, czy też może postawić na szalę własną duszę i spróbować po raz ostatni dotrzeć do Eduarda Roschmanna przez fałszerza. Ponownie nachylił się do przodu.
- Moje dziecko, jestem gotów wysłuchać twojej spowiedzi.
I wtedy zaczęła mówić. Zmęczonym, monotonnym głosem opowiadała historię swego życia. Zaczęła od początku, od czasów, gdy była dzieckiem. Urodziła się w 1910 roku. Całe swe dzieciństwo spędziła pośród pól i lasów Bawarii. Pamiętała, jak jej ojciec wyruszył na pierwszą wojnę światową i że trzy lata później, po podpisaniu pokoju w 1918 roku wrócił zły i rozgoryczony, że Berlin skapitulował.
Pamiętała polityczne niepokoje na początku lat dwudziestych oraz próbę puczu w pobliskim Monachium, kiedy tłum, idąc za głosem ulicznego krzykacza o nazwisku Adolf Hitler, usiłował obalić rząd. Jej ojciec także przyłączył się do tego człowieka i jego partii, a kiedy skończyła dwadzieścia trzy lata, partia ta rządziła już Niemcami.
No Comments
You must be logged in to post a comment.